Dodatki do gry The Sims

Marketingowcy odpowiedzialni za grę The Sims to prawdziwi mistrzowie. Nie ma chyba na świecie innej gry, do której dodatki byłyby tak popularne i w tak fenomenalny sposób zdobyły serca fanów. Trudno wyobrazić sobie, że ktoś posiadał grę The Sims tylko w podstawowej wersji. Nie sposób było poprzestać tylko na zwyczajnych Simach, kiedy w sklepach pojawiały się kolejne dodatki. Tak trudno było się oprzeć, kiedy wychodził dodatek Balanga, Randka czy Światowe Życie. Nasze Simy chciały także odpocząć jak każdy inny człowiek, co z tego, że człowiek wirtualny. Stąd dodatek: Wakacje, w którym nasz Sim mógł odpocząć po trudach codzienności. Dodatek Randka zapewniał naszym Simom czas spędzony na randkach. Można było wyjechać do innego miejsca, pójść do świetnej restauracji i spędzić miłe chwile z innym Simem. Tak jak w codziennym życiu, tak i w życiu wirtualnym naszych bohaterów, dobrze jest spędzać czas ze zwierzętami. Stąd pojawił się dodatek: Zwierzaki. Nasi bohaterowie mogli mieć pieska, kotka, a także inne zwierzęta. To piękne móc wrócić do tych wspomnieć i czasu spędzonego z grą The Sims. To chyba wspomnienie każdej dorosłej osoby, która jako dziecko grała w The Sims. Szkoda, że te czasy już nie wrócą.

Postęp

Na przykładzie gier komputerowych można doskonale zaobserwować postęp jaki zachodzi w świecie gadżetów elektronicznych oraz sprzętu komputerowego. Co ciekawe, radość, jaką odczuwamy z grania, wcale nie jest związana z tym, jaką dana gra posiada grafikę czy fabułę. Ważny jest inny parametr. To nie grafika czy fabuła decyduje o tym czy gra osiągnie sukces na rynku i będzie uwielbiana przez graczy. Chociaż oczywiście to też jest ważne. Jedni kupują grę tylko po to, żeby nacieszyć oczy nowoczesną grafiką, jakiej próżno szukać w starszych wydaniach. Jednak sukces gier takich jak "skoki" czyli Deluxe Ski Jump czy sukces pierwotnej gry The Sims wcale nie był zależny na przykład od grafiki, bo gry te wcale nie posiadały zachwycającej grafiki, wręcz przeciwnie. Na fali popularności Adama Małysza wszyscy pragnęliśmy skakać, a że niektórzy nie mają talentu do normalnych skoków narciarskich, pozostało nam realizować tę pasję poprzez komputerową grę. Jedno jest pewne. Deluxe Ski Jump zjednoczyła wszystkich graczy i kibiców, wszyscy z radością oddawaliśmy się skakaniu i cieszył nas każdy nowy rekord. To dobrze, że potrafimy docenić nie tylko grafikę czy inne parametry tego rodzaju, ale też odnajdujemy radość w prostych grach, niewymagających nowoczesnego sprzętu.

Relaks

Dla niektórych nie ma nic lepszego niż popołudnie, wieczór czy nawet cały dzień spędzony z grą komputerową. Lubimy różne gry, różne gatunki. Są fani gier strategicznych, w których najważniejsze jest logiczne myślenie, a pośpiech nie jest wskazany. Ale są i fani gier, w których dużo się dzieje. Szybka akcja, strzelanie, bieganie, pościgi samochodowe. Świetne są również gry przygodowe, gdzie wcielamy się w jakąś postać i przeżywamy prawdziwe przygody – tyle, że na ekranie komputera. Dla każdego znajdzie się odpowiednia gra komputerowa. Jeżeli chcemy sprawdzić naszą zręczność i szybkość, nie ma nic lepszego niż gry zręcznościowe. Dobrze, jeżeli w czasie takich gier nie oszukujemy i nie stosujemy specjalnych kodów na większą ilość żyć. W realnym świecie mamy tylko jedno życie. Osoby uzależnione łatwo o tym zapominają i w świecie rzeczywistym chcieliby mieć te same przywileje co w grze, a to niestety nie jest możliwe. Zręcznościówki sprawdzają się doskonale, jeżeli chcemy odreagować ciężki dzień, ale warto podejść do tego na luzie. Jeżeli nawet stracimy wszystkie życia, to nie jest to koniec świata. To tylko świat wirtualny, a nie rzeczywistość. Nie wydarzyła się żadna tragedia. Po prostu straciliśmy wirtualne życia.

Dodatki

Fani i kolekcjonerzy gier nie mają łatwego życia. Mowa tutaj oczywiście o finansach. Nie tylko muszą wydawać pieniądze na ulepszenie sprzętu, bo przecież komputer kupiony kilka lat temu niekoniecznie będzie w stanie nowe dodatki udźwignąć. Producenci gier dobrze wiedzą jak zarobić, więc wypuszczają co chwilę nowe dodatki, bez których fani gier nie wyobrażają sobie życia. Jeżeli już zaczniemy jakąś pasję, jakieś hobby, to nie tak łatwo się od tego oderwać i rezygnować z zakupu nowych produktów z danej serii. Wiedzą o tym wszyscy kolekcjonerzy. Kiedyś kolekcjonowało się znaczki, dzisiaj absolutnie nie dziwi kolekcjonowanie gier komputerowych. Przecież dzisiaj mają one tak ładne opakowania, że pięknie prezentują się na półce. Gra w wersji podstawowej plus wszystkie dodatki – to marzenie każdego kolekcjonera, jednak na jego spełnienie czasem trzeba trochę poczekać. Czasem z zakupem kolejnego dodatku trzeba poczekać do następnej pensji. Tak to już jest i nie powinno nas to dziwić. Mówi się, że im bardziej na coś czekamy i im trudniejsze było zdobycie czegoś, tym bardziej tę rzecz doceniamy. I na pewno jest to po części, lub w całości zdanie prawdziwe. Zatem możemy cieszyć się razem z fanami gier, kiedy spełniają swoje marzenie i kolejna część dołącza do ich kolekcji.

Prezent

Jeżeli chcemy komuś z rodziny, a szczególnie dziecku kupić w prezencie grę komputerową, zawsze należy ten pomysł skonsultować. W przypadku osoby dorosłej należy zapytać samego zainteresowanego, w przypadku dziecka – koniecznie zapytajmy rodziców. Powodów, żeby zastosować takie rozwiązanie, jest kilka. Po pierwsze, w Polsce to rodzice mają pełne prawo decydowania o tym jak wychowują swoje dziecko. Mogą w ogóle nie życzyć sobie, aby dziecko grało w jakiekolwiek gry komputerowe. Takie jest ich prawo i trzeba je respektować. Po drugie nie wiemy jakim sprzętem dysponuje dana rodzina i czy wybrana przez nas gra w ogóle będzie mogła zostać uruchomiona na tym sprzęcie. Szkoda byłoby, gdyby gra się zmarnowała. Tak naprawdę wtedy przez własną głupotę stracimy tylko pieniądze i nerwy. A jeżeli już odpakujemy grę, to znaczy zerwiemy folię, to nie można już w żadnym przypadku oddać gry do sklepu. Dlatego konsultowanie takich zakupów z samym zainteresowanym albo z rodzicami dziecka jest konieczne, jeżeli chcemy by nasz prezent był udany i żeby osoba obdarowana na prawdę się z tego prezentu ucieszyła. Wyobraźmy sobie, że wręczamy dziecku grę, dziecko przez moment jest szczęśliwe, a później rodzic odbiera grę i stanowczo zakazuje dziecku używania jej.

Sprzęt

Fani gier komputerowych wybierają swój sprzęt właśnie pod kątem gier. Wiadomo, że kiedy chcemy zagrać w najnowszą wersję gry, to komputer sprzed kilku lat może sobie z tym nie poradzić. Sprzęt elektroniczny szybko staje się przestarzały. Czasem mamy laptop rok czy dwa lata i już pojawia się coś lepszego, a nasz sprzęt nie radzi sobie z najnowszymi wersjami gier. Gracze, inaczej niż zwykli użytkownicy komputerów, muszą liczyć się z tym, że swoje komputery będą wymieniali częściej. Na szczęście jest opcja sprzedaży używanego sprzętu. Nie trzeba tych produktów wyrzucać i tracić pieniędzy. Jednak pod względem kosztów hobby takie jak gry komputerowe jest dość kosztowne. Zakładając, że kupujemy legalne wersje gier, musimy za nie sporo zapłacić. Dodatkowo musimy ciągle ulepszać nasz sprzęt albo wręcz go wymieniać, bo granie na starym sprzęcie albo jest zupełnie niemożliwe albo sprawia wiele trudności. Trudno sobie wyobrazić grę na ciągle zacinającym się sprzęcie. To już lepiej nie grać w ogóle. Jednak nie można potępiać wydawania pieniędzy na sprzęt czy gry. To hobby jak każde inne. Nie ma pasji lepszych czy gorszych. Każdy lubi co innego i na co innego chce poświęcać swój czas i pieniądze.

Świat wirtualny

Jednym ze skutków uzależnienia od gier komputerowych jest fakt, że ludziom uzależnionym miesza się świat rzeczywisty ze światem wirtualnym. Chyba wszyscy słyszeliśmy o przypadkach takich jak ten, że dziecko wyskoczyło przez okno, bo myślało, że jest bohaterem komputerowej gry. Niestety, takie są skutki. Jak zapobiec takich nieszczęśliwym wypadkom. Trzeba w porę zauważyć problem. Trzeba w porę reagować, kiedy w grę wchodzi uzależnienie od gier komputerowych. Nasze dzieci muszą mieć limitowany dostęp do komputera i gier, a i my sami musimy się pilnować, bo bardzo łatwo jest przekroczyć pewną granicą, za którą nie ma już dobrej zabawy, za to jest uzależnienie. Specjaliści do spraw uzależnień mówią, że coraz więcej młodych ludzi nie kontroluje siebie jeśli chodzi o czas spędzony przed komputerem. Świat rzeczywisty dla nich nie istnieje, nie potrafią oni nawiązywać kontaktów międzyludzkich, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Wszystkie sprawy załatwia się online, przez internet. To powoduje, że więzi pomiędzy ludźmi są zaburzone. Gry komputerowe to wspaniała rozrywka, ale trzeba korzystać z niej rozsądnie. Korzystanie w nadmiarze przynosi wiele problemów i to poważnych. Dochodzi nawet do rozbicia rodzin.

Uzależnienie

Terapeuci są zgodni co do tego, że uzależnić można się prawie od wszystkiego. Niektóre uzależnienia widzimy na ulicy. Ludzie uzależnieni od alkoholu, od narkotyków. Ale są też takie uzależnienia i takie dramaty, których na ulicach nie widać, bo rozgrywają się w czterech ścianach domu. Na przykład uzależnienie od gier komputerowych. Jest to problem w szczególności dzieci i młodzieży. Obecnie rodzice dają do zabawy tablet czy laptop już bardzo małym dzieciom, które absolutnie nie powinny tego urządzenia trzymać w rękach. U dzieci i młodzieży uzależnienie następuje szybciej niż u osoby dorosłej. Terapeuci podkreślają, że jest to bardzo duży problem, z którym coraz trudniej sobie poradzić. Gry komputerowe uzależniają i trzeba tę prawdę zaakceptować. Nie znaczy to, że nie wolno w ramach relaksu przejść kilku poziomów gry komputerowej po ciężkim stresującym dniu w pracy. Ale niektórzy ludzie, szczególnie mężczyźni wykazują objawy uzależnienia, ponieważ codziennie spędzają kilka godzin grając w takie gry, a przy tym zupełnie zapominają o swoich obowiązkach domowych, o żonie i dzieciach. Zapominają w ogóle o świecie realnym, ponieważ cały świat jaki ich pociąga to właśnie świat gier komputerowych, świat wirtualny.

The Sims

Z pewnością ulubioną grą niektórych z nas jest gra The Sims. Wszyscy pamiętamy, jak bawiliśmy się tymi małymi ludzikami na ekranie komputera. To był symulator normalnego życia. Nasze Simy rodziły się i umierały, czasem w tragicznych okolicznościach. Nasze Simy zakochiwały się, przeżywały szczęśliwe i nieszczęśliwe dni. To my – gracze mieliśmy największy wpływ na ich życie. Już od ich stworzenia mogliśmy zdecydować jacy będą, jakie będą mieli cechy charakteru i jak będą wyglądali. Ta gra była chyba spełnieniem marzeń dla niektórych ludzi, pozwalała poczuć władzę. Nasze Simy miały domy, a wystrój tego domu zależał tylko od nas. Mogliśmy decydować o wszystkim. Kolor ścian, wielkość domu, basen, kolor podłogi, sprzęty AGD i RTV. Na wszystkie mieliśmy jako gracze wpływ. Ten symulator codziennego życia wypełniał nam cały wolny czas. Od razu po przyjściu ze szkoły zasiadaliśmy przed komputerem i włączaliśmy grę, a trudno się było od niej oderwać aż do później nocy. Oczywiście z międzyczasie znalazła się chwila na odrobienie lekcji. Myli się ten, kto uważa, że The Sims to gra tylko dla dzieci. The Sims to wspaniała gra również dla dorosłych. I dzisiaj są ludzie, którzy namiętnie w tę grę grają i poświęcają na to mnóstwo czasu.

Wspomnienia

Każdy z nas ma jakieś wspomnienia ze szkoły. Wspomnienia lepsze lub gorsze. Jedni wspominają szkołę z uśmiechem, inni ze smutkiem wspominają te lata, bo nie mogą przywołać w pamięci ani jednej dobrej chwili. Wspomnienia dotyczą nie tylko kolegów i koleżanek oraz żartów na przerwach, ale dotyczą również nauczycieli i konkretnych lekcji. Pewnie niektórzy szczególnie bali się matematyki, inni za to nienawidzili chwil, kiedy trzeba było pisać dyktando czy wypracowanie. Ale pokolenie urodzone w latach osiemdziesiątych z pewnością pamięta lekcje informatyki. W tych latach komputer nie był w domu czymś powszechnym. O dostępnie do internetu można było tylko pomarzyć. Ale za to na lekcjach informatyki czy na kółku informatycznych można było do woli rozkoszować się tym luksusowym dobrem. Jeżeli nauczyciel był na tyle łaskawy, można też było pograć w gry komputerowe – czasem nawet na lekcji, za cichym przyzwoleniem nauczyciela, który rozumiał, że dzieci uwielbiają taką rozrywkę, a w domu, niestety, nie ma do tego warunków. Stąd na kółku informatycznym można było zagrać w różne gry komputerowe, szczególnie online, przez internet. I były to raczej gry mało skomplikowane, które nie wymagały dobrego sprzętu.

Seksualność w grach

Temat ludzkiej seksualności wciąż budzi w społeczeństwach wiele kontrowersji, aczkolwiek  tolerancja w tym aspekcie jest coraz większa i wydaje się, że spory w tej kwestii powoli zaczynają wygasać. Próbują tę tematyką do swoich gier wprowadzać także twórcy gier komputerowych, choć dotychczas niezbyt im to wychodzi.
Wprowadzanie postaci homoseksualnych do gry nie jest niczym złym – w końcu ludzie o takich preferencjach występują także w realnym świecie. Problemem jest to, że twórcy nie za bardzo mają pomysł jak zabrać się za ten temat, dlatego tworzą postaci niezwykle stereotypowe.
Bardzo wyraźnie pokazał to Mass Effect 3, gdzie postać Steve’a Corteza była wręcz karykaturalna, a scena, w której płakał on po starcie męża wzbudzała śmiech zamiast współczucia. Nieco lepszą postacią w tej samej grze była Samantha Traynor, chociaż sposób w jaki nawiązywała romans z Komandor Shepard wyglądał na żywcem wzięty z filmów porno. Chyba najlepszą postacią, z którą można nawiązać homoseksualny romans jest Żelazny Byk z Dragon Age: Inkwizycja, choć on akurat jest postacią biseksualną. Nie jest stereotypowy, zachowuje się względnie normalne, a i dialogi z nim są całkiem nieźle napisane. Może więc twórcy zaczynają powoli się uczyć tworzenia takich postaci.

Wszyscy kochają Wormsy

Nawet jeśli tytuł tekstu jest lekkim nadużyciem, to prawdą jest, że w gry z serii Worms grali i grają ludzie bez znaczenia na wiek, płeć, kolor skóry, czy preferencje seksualne. Co jest takiego magnetycznego  w wojnie robaków, które strzelają do siebie za pomocą bazooki, rakietnicy i wielu innych broni, łącznie ze świętym granatem?
Już sam absurd tego pomysłu połączony z animowaną grafiką 2D (części gry osadzone w świecie 3D już nie dostarczają takiej zabawy) i humorem twórców sprawia, że tak prosta w założeniach gra przyciąga do komputera na długie godziny. Trzeba też grze przyznać, że jest uniwersalna – doskonale się sprawdza zarówno w przypadku gry solowej jak i z kolegą, czy podczas większej imprezy. Zwłaszcza, że zasady i podstawy sterowania są bardzo łatwe do opanowania.
Czy Wormss mają jakieś wady? Chyba nie, choć od pewnego momentu twórcom zabrakło pomysłów co jeszcze nowego można wprowadzić do gry. Przejście w trójwymiar okazało się niewypałem. Z drugiej strony – po co poprawiać coś co już jest rewelacyjne? Lepiej tego nie robić, bo można tylko popsuć coś co jest znakomite. A Robaki z pewnością takie są, to jedna z tych gier, które zna niemal każdy i przy których niemal każdy świetnie się bawi.

Mass Effect 2 – sequel prawie doskonały

Nie jest łatwo zrobić kontynuację świetnej gry. Twórcy muszą zmierzyć się z naprawdę wygórowanymi oczekiwaniami graczy, których wymagania wobec sequela są bardzo wysokie. Dlatego też wielokrotnie kontynuacje świetnych gier okazywały się rozczarowaniami. Jednak na całe szczęście nie zawsze tak jest. Przykładem naprawdę udanej kolejnej części gry jest Mass Effect 2.
Twórcy wsłuchali się w głos graczy i zrezygnowali z najbardziej irytującego elementu poprzedniczki – konieczności jazdy MAKO. Chociaż można się zastanawiać, czy wprowadzone zamiast niej skanowanie planet to naprawdę był lepszy pomysł, było ono niemal równie męczące i irytujące. Co zatem stanowiło o sile Mass Effect 2?
Przede wszystkim – gracze mieli do odwiedzenia więcej planet, co skutkowało większą ilością misji i spotkaniem wielu ciekawych postaci. Również większość nowych bohaterów (bo oczywiście towarzyszą Shepardowi także twarze znane z „jedynki”, ewentualnie są one przez niego spotykane w którymś momencie gry) to świetne postacie -wystarczy tu przytoczyć Mirandę, czy Jack. Albo jedną z najlepszych postaci w grach w ogóle – Legiona.  Nie byłą to gra idealna, ale była to gra znakomita, warta wydania na nią pieniędzy. Trudno powiedzieć, czy lepsza od jedynki, ale jeśli gorsza – to nieznacznie.

Seks w grach

Gry stają się coraz dojrzalsze, co wymusza niekiedy zajmowanie się poważnymi tematami. O ile nieźle radzą sobie z przedstawianiem relacji pomiędzy postaciami, budowaniem historii świata, czy obrazowaniem nienawiści. To sposób w jaki traktują seks jest nieco…dziwny. Zazwyczaj traktowany jest on jako zwykły dodatek, mający pokazać „dorosłość” gry (zazwyczaj robią to gry właśnie niedojrzałe).
Jest to o tyle zaskakujące, że przecież seks już dawno przestał być tematem tabu i rozmawia się o nim coraz bardziej otwarcie. Tymczasem gry komputerowe mają duży problem z jego przedstawieniem. Bardzo często jest on traktowany jak np. w serii Gothic, gdzie niby jest, ale w zasadzie mogłoby go nie być. Trochę lekceważąco został potraktowany w pierwszym Wiedźminie, gdzie gracz po prostu zajmował się „zaliczaniem” kolejnych kobiet. Wiedźmin 2 potraktował temat nieco zbyt dosłownie i sceny w nim były niekiedy jak żywcem wyjęte z filmu pornograficznego, chociaż trzeba przyznać twórcom, że przynajmniej starali się zając tym tematem i miały one swoje uzasadnienie.
Z drugiej strony mając w pamięci skandal jaki towarzyszył pierwszemu Mass Effectowi, trudno dziwić się, że twórcy gier niezbyt chcą się w ten temat zagłębiać. W kolejnych częściach postaci nawet pod prysznicem baraszkowały…ubrane.

Dlaczego pierwszy Mass Effect był najlepszy?

Pierwsza część cyklu Mass Effect została świetnie przyjęta. Nic dziwnego, RPG dziejące się w kosmosie? Charyzmatyczny główny bohater? Epicka fabuła? Co może się nie podobać? Gra była naprawdę dobra, w opinii niektórych to była najlepsza część cyklu, choć spory w tej kwestii chyba nigdy się nie skończą.
Bez wątpienia jako jedyna część trylogii, miała spójną i sensowną od początku do końca fabułę. Druga część fabularnie nie wniosła nic do serii, była oczywiście rewelacyjną grą, ale zaburzyła trochę strukturę fabuły. Zemściło się to w „trójce”, która była zdecydowanie najsłabszą częścią Mass Effect(co nie znaczy, że była zła, bynajmniej, po prostu wypadła grubo poniżej oczekiwań).
Świetnie zaprezentowane postacie, radość z eksploracji planet, tajemniczy, ale niezwykle potężny przeciwnik. Ta gra miała wiele elementów które musiały spodobać się graczom. Miała też jednak pewne wady – na przykład pewną toporność sterowania, czy irytujące na dłuższą metę jeżdżenie pojazdem zwanym MAKO po eksplorowanych planetach. Ale świetna fabuła, czy wiele ciekawych zadań pobocznych sprawiło, że mankamenty zeszły na drugi plan. Liczyło się to, że gracze mają do czynienia z naprawdę świetną grą. Być może to była ostatnia wielka gra Bioware.

Polskie gry – niegdyś wyśmiewane, teraz szanowane

Niegdyś panowały bardzo złe opinie o rodzimych twórcach gier. Nie było się czemu dziwić większość gier tworzonych przez polskie firmy była zwyczajnie słaba. Były to w przeważającej części tytuły wprost zżynające z zagranicznych hitów i robiące to tego w nieudolny sposób. Były też wypełnione technicznymi niedoróbkami, trudno było czerpać przyjemność z grania w nie. Ten stan rzecz uległ jednak zmianie.
Pierwszym jej zwiastunem był Chrome. Był on dość życzliwie oczekiwany przez światową społeczność graczy, choć w ostatecznym rozrachunku jednak rozczarował. Nie była to zła gra, ale jednak liczne błędy i niedoróbki sprawiły, że została przyjęta z mieszanymi uczuciami.
Podobnie było z Call of Juarez, choć w tym przypadku zarówno gracze jak i recenzenci chwalili niektóre elementy westernu stworzonego przez Polaków. Niestety problemem okazały się być niedopracowane elementy skradankowe, znacznie obniżyły one ostateczną ocenę gry.
Prawdziwym przełomem okazał się być Wiedźmin. Już jego pierwsza część, choć miała pewne wady, spotkała się z życzliwym przyjęciem. Kolejne ugruntowały dobrą opinię jaką cieszy się CD Projekt Red odpowiedzialny za te gry. A trzecia część została powszechnie uznana za grę wręcz rewelacyjną. Jak widać – Polak potrafi.

Plaga DLC

DLC teraz są niezwykle popularne. Zastąpiły wydawane niegdyś dodatki oferujące kontynuację historii opowiedzianej w oryginalnej grze. DLC (od angielskiego downloadable content) to jednak coś innego, zazwyczaj są krótkie i niekiedy oferują na przykład dodatkowe stroje, czy zbroje dla postaci. Oczywiście trzeba za to wszystko dodatkowo zapłacić.
Można byłoby to przełknąć, gdyby tylko oferowały one urozmaicenie rozgrywki. Ale niektórzy twórcy jako DLC traktują w zasadzie integralną część gry. Wystarczy podać przykład Mass Effect 2 i 3, gdzie niektóre postaci stawały się grywalne, dopiero po ich wykupieniu. To jest praktyka zwyczajnie nieuczciwa, nastawiona na żerowaniu na portfelach graczy, którzy za pełną cenę nie otrzymują pełnowartościowego produktu. Takie praktyki zasługują na stanowcze potępienie.
Niekiedy DLC stanowi pakiet dodatkowych misji lub umożliwia zagranie inną postacią. To jest już łatwiejsze do wytrzymania, chociaż masowość tego zjawiska staje się nieco niepokojąca. Zresztą masowe tworzenie zostało to sparodiowane w niezależnej grze DLC Quest, w której trzeba „wykupywać” (na szczęście za pomocą wirtualnej waluty) poszczególne umiejętności bohatera takie jak np. skakanie.

Co było dobre w pierwszym Dragon Age’u?

Pierwszy Dragon Age to chyba jedyna gra z serii, która została dobrze oceniona tak przez graczy jak i recenzentów. Być może jest to spowodowane faktem, że jako jedyna stylem prowadzenia rozgrywki przypominała starsze gry Biwoare, w kolejnych częściach twórcy wprowadzali mniej lub bardziej udane innowacje.
Gra opowiada o świecie Thedas, który raz na jakiś czas staje się celem najazdu mrocznych pomiotów, którym przewodzi smok – Arcydemon. Ich powstrzymaniem zajmują się Szarzy Strażnicy, którzy są skazani na śmierć w walkach z Pomiotami. Bohater gry zostaje do nich przyłączony. Bardzo ciekawym pomysłem jest możliwość  nie tylko wybrania rasy i klasy bohatera, ale także rozegrania krótkiego prologu, który wyjaśnia pochodzenie danej postaci i jak to się stało, że zostaje ona Szarym Strażnikiem. I wpływa on na niektóre dialogi i stosunek niektórych postaci do głównego bohatera.
Pod względem mechaniki to dość standardowe RPG fantasy. Rozwija się w nim umiejętności, nawiązuje relacje z postaciami, realizuje zdania. Nie był to, jak zapowiadano, duchowy następca Baldur’s Gate’a, ale zdecydowanie warto się z Dragon Agem zapoznać, bo to naprawdę dobra gra. Bioware wtedy było jeszcze w niezłej formie.

Dragon Age 2 – nie do końca słuszna krytyka

Następca Dragon Age’a został bardzo źle przyjęty przez graczy. Być może wynikało to ze zdecydowanie zbyt entuzjastycznych recenzji, co sprawiło, że ludzie widząc końcowy produkt poczuli się nabici w butelkę. Ale to naprawdę nie jest zła gra. A niektóre jej aspekty są naprawdę interesujące.
Co się nie udało? Przede wszystkim wielu odrzucało sterowanie i system walki. Był on mocno zręcznościowy i niezbyt wygodny w obsłudze. Niezwykle irytujące było też pojawianie się przeciwników znikąd. Wprawdzie wada ta została później wyeliminowana, ale poprzez płatne DLC.
Mocnymi stronami gry są fabuła i interesująco rozwiązany system relacji z postaciami. Tym razem to nie jest prosty system miłość/nienawiść, jest to nieco bardziej skomplikowane. A w samej historii bardzo dobrym pomysłem było wybranie na bohatera gry zwykłego człowieka, którego celem nie jest uratowanie świata, a przystosowanie się do życia w nowym miejscu.
Oczywiście ostatecznie stawał się on kimś potężnym, ale i tak działał jedynie w skali miasta. Była to miła odmiana, po wyczynach Szarego Strażnika w pierwszej części. Poza tym Hawke był po prostu dobrze napisaną postacią, a jego sarkastyczne odpowiedzi były świetne. Warto odświeżyć sobie tę grę. To całkiem niezła produkcja.

Dragon Age Inkwizycja – mimo wszystko rozczarowanie

To miało być odkupienie po chłodno przyjętym Dragon Age’u 2. Gra, która pokaże, że Bioware wciąż może i potrafi. Zapowiedzi były niezwykle obiecujące. Otwarty świat, mnóstwo misji pobocznych, widok taktyczny, zdobywanie twierdz. Recenzje też były niezwykle pozytywne. A jednak gra okazałą się być jednak rozczarowaniem. Z czego ono wynikało?
Przede wszystkim z tego, że świat choć był naprawdę duży to był jednocześnie…zupełnie nieinteresujący. A większość misji pobocznych była zupełnie nieciekawa i bardziej pasowałaby do World of Warcraft niż poważnej gry fabularnej. Widok taktyczny okazywał się być zbędny podczas większości starć, korzystało się z niego w czasie gry zaledwie kilka razy. Zdobywanie twierdz polegało po prostu na wejściu do danego zamku i zabijaniu kolejnych fal wrogów. Zdecydowanie nie było to epickie doświadczenie.
Nawet fabuła była niezbyt zachwycająca, ciekawe misje w trakcie całej gry można było policzyć na palcach jednej ręki. W dodatku z towarzyszami można było porozmawiać jedynie w Twierdzy, poza którą spędza się bardzo dużo czasu. Zdecydowanie utrudniało to posiadanie wobec nich cieplejszych uczuć. To miała być znakomita gra. I była. Według recenzji, gracze bynajmniej nie zostali oczarowani.